Paleta perłowych oraz matowych, dziennych kolorów to podstawa mojego makijażu. Dla mnie kolory dzienne to wszelkiego rodzaju beże, brązy, szarości a nawet odcienie różu czy lekkiego złota. Oczywiście tych palet mam już całe mnóstwo ale jak ja to mówię: "Kupuję na zapas" :) Nadal testuje kosmetyki firmy Makeup Revolution i nadal są to w większości palety. Dziś przyszła pora na Naked Underneath. Jak mi się spisuje? Czytajcie dalej.
Opakowanie tej palety jest na prawdę wyjątkowe i meeega słodkie. Jako, że jestem gadżeciarą to takie chwyty marketingowe na mnie działają bardzo szybko i nic na to nie umiem poradzić :) Opakowanie jest pokryte czarnym, bardzo miłym i delikatnym w dotyku futerkiem a na środku umieszczony jest duże serce które przepięknie błyszczy się pod światło. Do tego paleta wykonana jest z porządnego, grubego plastiku ze stabilnym zamknięciem na zatrzask. Wszystko wykonane precyzyjnie i miłe dla oka. Do palety dołączony aplikator oraz porządne lusterko.
Jeśli chodzi o palety cieni do powiek, to chyba mogę powiedzieć, że mam z nimi dość duże doświadczenie, posiadam ich ponad dwadzieścia, a kolekcja nadal rośnie. Moimi ulubionymi i najczęściej używanymi paletami są te w odcieniach dość neutralnych - beżowych, brązowych, waniliowych, czekoladowych... Nadają się one na każdą okazję i pasują praktycznie do każdego stroju, a także typu urody.
Paleta cieni do powiek Makeup Revolution - Naked Underneath Faux Fur zawiera 16 napigmentowanych matowych i połyskujących odcieni, które są gwarancją idealnego zarówno dziennego jak i wieczorowego makijażu. Kolorystyka palety to połączenie: brązów, beży, szarości, rudości i czerni. Jak pisze producent produkt opakowany jest w oryginalną kasetę pokrytą dekadenckim włosiem przypominającym naturalne futro. Podczas aplikacji jasne kolory raczej się nie osypują i nie pylą dzięki swojej aksamitnej konsystencji. Natomiast jak to bywa z ciemnymi kolorami, delikatnie się osypują z pędzla podczas aplikacji. Cienie dobrze się nakłada zarówno pędzelkami z włosia syntetycznego jak i naturalnego. Dołączoną do opakowanie pacynką również sobie poradzimy np. na wyjeździe. Nie jest to standardowa pacynka. Gąbeczka jest sylikonowa dzięki czemu cienie mają lepszą przyczepność do aplikatora, nie osypują się a na powiekach są widoczne. Nawet jasne kolory nie znikają podczas blendowania. Na bazie utrzymują się spokojnie cały dzień. Przypominam że mam tłuste i do tego opadające powieki dla tego nie wszystkie cienie są dla mnie odpowiednie. Mimo to cienie nie rolowały się i nie blakły. Konsystencja cieni jest bardzo dziwna ale przyjemna. Dlaczego dziwna? Dlatego, że wcześniej nie spotkałam cię z taką formułą cieni prasowanych. Są miękkie, delikatne a po dotknięciu jakby wilgotne? Może to właśnie dlatego nie osypują się a mają dobrą pigmentację? Jest to kolejna paleta z której jestem bardzo zadowolona i polecam ją każdemu kto zajmuję się wizażem. Uważam, że świetnie sprawdzi się również do używania na klientkach, ponieważ jakością niczym nie odbiegają od cieniu typu inglot :)
Ocena: 5/6
Cena: 60 zł na Iperfumy.pl
Jak wam się podobają kolory? Macie jakieś kosmetyki tej firmy? Co polecacie? Dajcie znać !






