Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MUR. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MUR. Pokaż wszystkie posty

7.08.2015

Naked Underneath


Paleta perłowych oraz matowych, dziennych kolorów to podstawa mojego makijażu. Dla mnie kolory dzienne to wszelkiego rodzaju beże, brązy, szarości a nawet odcienie różu czy lekkiego złota. Oczywiście tych palet mam już całe mnóstwo ale jak ja to mówię: "Kupuję na zapas" :) Nadal testuje kosmetyki firmy Makeup Revolution i nadal są to w większości palety. Dziś przyszła pora na Naked Underneath. Jak mi się spisuje? Czytajcie dalej. 

Opakowanie tej palety jest na prawdę wyjątkowe i meeega słodkie. Jako, że jestem gadżeciarą to takie chwyty marketingowe na mnie działają bardzo szybko i nic na to nie umiem poradzić :) Opakowanie jest pokryte czarnym, bardzo miłym i delikatnym w dotyku futerkiem a na środku umieszczony jest duże serce które przepięknie błyszczy się pod światło. Do tego paleta wykonana jest z porządnego, grubego plastiku ze stabilnym zamknięciem na zatrzask. Wszystko wykonane precyzyjnie i miłe dla oka. Do palety dołączony aplikator oraz porządne lusterko. 
Jeśli chodzi o palety cieni do powiek, to chyba mogę powiedzieć, że mam z nimi dość duże doświadczenie, posiadam ich ponad dwadzieścia, a kolekcja nadal rośnie. Moimi ulubionymi i najczęściej używanymi paletami są te w odcieniach dość neutralnych - beżowych, brązowych, waniliowych, czekoladowych...  Nadają się one na każdą okazję i pasują praktycznie do każdego stroju, a także typu urody. 
Paleta cieni do powiek Makeup Revolution - Naked Underneath Faux Fur zawiera 16 napigmentowanych matowych i połyskujących odcieni, które są gwarancją idealnego zarówno dziennego jak i wieczorowego makijażu. Kolorystyka palety to połączenie: brązów, beży, szarości, rudości i czerni. Jak pisze producent produkt opakowany jest w oryginalną kasetę pokrytą dekadenckim włosiem przypominającym naturalne futro. Podczas aplikacji jasne kolory raczej się nie osypują i nie pylą dzięki swojej aksamitnej konsystencji. Natomiast jak to bywa z ciemnymi kolorami, delikatnie się osypują z pędzla podczas aplikacji. Cienie dobrze się nakłada zarówno pędzelkami z włosia syntetycznego jak i naturalnego. Dołączoną do opakowanie pacynką również sobie poradzimy np. na wyjeździe. Nie jest to standardowa pacynka. Gąbeczka jest sylikonowa dzięki czemu cienie mają lepszą przyczepność do aplikatora, nie osypują się a na powiekach są widoczne. Nawet jasne kolory nie znikają podczas blendowania. Na bazie utrzymują się spokojnie cały dzień. Przypominam że mam tłuste i do tego opadające powieki dla tego nie wszystkie cienie są dla mnie odpowiednie. Mimo to cienie nie rolowały się i nie blakły. Konsystencja cieni jest bardzo dziwna ale przyjemna. Dlaczego dziwna? Dlatego, że wcześniej nie spotkałam cię z taką formułą cieni prasowanych. Są miękkie, delikatne a po dotknięciu jakby wilgotne? Może to właśnie dlatego nie osypują się a mają dobrą pigmentację? Jest to kolejna paleta z której jestem bardzo zadowolona i polecam ją każdemu kto zajmuję się wizażem. Uważam, że świetnie sprawdzi się również do używania na klientkach, ponieważ jakością niczym nie odbiegają od cieniu typu inglot :)


Ocena: 5/6
Cena: 60 zł na Iperfumy.pl 


Jak wam się podobają kolory? Macie jakieś kosmetyki tej firmy? Co polecacie? Dajcie znać ! 

27.11.2014

Nowa miłość- MUR What You Waiting For!?

Paleta perłowych oraz matowych, dziennych kolorów to podstawa mojego makijażu. Dla mnie kolory dzienne to wszelkiego rodzaju beże, brązy, szarości a nawet odcienie różu czy lekkiego złota. Moja paleta Oh So Special ze Sleeka, która godnie mi służyła bardzo dużo przeżyła. Nie raz mi spadła na płytki w łazience, a efektem tego jest złamane wieczko oraz potłuczone lusterko. Same cienie nie pokruszyły się. Mają się dobrze z tym, że kilka z nich dotknęło dna, lub nie ma ich już całkowicie :) Dlatego czas najwyższy było zaopatrzyć się w drugą paletę "dzienniaków". Miałam kupić Sleeka (Au Naturell) jednak na stronie Iperfumy.pl widziałam, że wprowadzają produkty marki która zrewolucjonowała sferę makijażu na blogach jak i we vlogach. Mowa tu o Makeup Revolution. Jest to marka której nie znałam wcześniej, i jest to moja pierwsza paleta tej firmy. Czy ostatnia? 

Makeup Revolution What You Waiting For? Salvation Palette to ekscytujące połączenie 12 cieni perłowych z 6 cieniami matowymi w limitowanej kolekcji. Cienie zamknięte są w eleganckiej, czarnej palecie z dużym lusterkiem, które pojawiło się po raz pierwszy w serii palet Makeup Revolution. Piękne odcienie, doskonała pigmentacja i aksamitna konsystencja sprawiają, że palety Makeup Revolution Salvation Palette są absolutnym "must have" każdej fashionistki i nie tylko. Makeup Revolution What You Waiting For? to piękne połączenie brązów, beżów i grafitów, idealne do wykonania makijażu dziennego oraz wieczorowego smoky eye.
Marka Makeup Revolution robi ogormne wrażenie już na samym wstępie. Paleta wykonana jest z porządnego, grubego plastiku ze stabilnym zamknięciem na zatrzask. Wszystko wykonane precyzyjnie i miłe dla oka. Do palety dołączony aplikator oraz porządne lusterko. Z zewnątrz paleta bardzo przypomina produkty ze Sleeka jednak po otworzeniu palety, układ cieni jest zupełnie inny. Czy jakościowo dorównuje firmie Sleek? A może nawet ją przebija?


 
W palecie What You Waiting For znajdziemy aż 18 cieni, z czego aż 6 do cienie matowe, typowe dla codziennego użytku. Jeste to zupełna nowość. Porównując do firmy Sleek na których paletach firma MUR jak widać się wzorowała znajdziemy nie 12 a aż 18 cieni o różnym wykończeniu. Jak już pisałam paletka świetnie wykonana z porządnego, grubego plastiku ze stabilnym zamknięciem na zatrzask.. Kombinacja kolorów bardzo mi się podoba, ponieważ stworzymy tą paletą mnóstwo makijaży dziennych, od delikatnych, w pełni matowych aż po wieczorowe smoky eyes. Możliwości jest niezliczenie wiele. W palecie znajdziemy też kolory typowe do podkreślania brwi. Od jasnego brązu, przez ciepły odcień brązu aż po czerń. Jeśli chodzi o pigmentację to jest ona doskonała. Pokusiła bym się o stwierdzenie, że nieco lepsza od Sleeka. Jasne maty są świetnie widoczne na powiekach a ciemne odcienie, szczególnie matowa czerń  jest mocno napigmentowana, mimo to  w ogóle się nie osypuje podczas nakładania co jest problemem w paletach Sleek. Cienie dobrze się nakłada zarówno pędzelkami z włosia syntetycznego jak i naturalnego. Dołączoną do opakowanie pacynką również sobie poradzimy np. na wyjeździe. Nie jest to standardowa pacynka. Gąbeczka jest sylikonowa dzięki czemu cienie mają lepszą przyczepność do aplikatora, nie osypują się a na powiekach są widoczne. Nawet jasne kolory nie znikają podczas blendowania. Na bazie utrzymują się spokojnie cały dzień. Przypominam że mam tłuste i do tego opadające powieki dla tego nie wszystkie cienie są dla mnie odpowiednie. Mimo to cienie nie rolowały się i nie blakły. Konsystencja cieni jest bardzo dziwna ale przyjemna. Dlaczego dziwna? Dlatego, że wcześniej nie spotkałam cię z taką formułą cieni prasowanych. Są miękkie, delikatne a po dotknięciu jakby wilgotne? Może to właśnie dlatego nie osypują się a mają dobrą pigmentację?. Jestem w pełni zadowolona z tej palety. Na pewno nie będzie to mój ostatnia paleta tej firmy. Mam na oku również róże i podkłady z tej marki. Polecam wam wszystkim tą paletę! 

Ocena: 6/6 KWC!
Cena: 45 zł na Iperfumy.pl 

PS: Znacie tą firmę? Co o niej sądzicie? Może polecicie mi jakieś produkty tej firmy?